Seks z Tindera. "'Chcę, żebyś to ty była moją pierwszą' - mnóstwo dziewczyn na to leci"

Ewa Jankowska
15.03.2019 08:17
Randki z Tindera

Randki z Tindera (Rys. Shutterstock)

Seks z Tindera - bywa kiepski, bywa rozczarowujący. Ale bywa i fenomenalny, gdy jest spełnieniem fantazji. A nawet uzależniający.

Adam, 35: Mam wrażenie, że Tinder służy dziś do szukania męża, a nie seksu. A może po prostu ja nie potrafię właściwie zagadać.

Leszek, 43: Trafiły mi się dwie "zaliczaczki". Flirtują, kokietują, a na spotkaniu mówią wprost, że chcą tylko pójść do łóżka.

Ola, 23: Był okres, kiedy dziennie dostawałam po kilkanaście wiadomości ze zdjęciami penisów z pytaniem, czy wpadnę na jednorazowy numerek.

Paula, 27: Umawiałam się na seks z facetem, który lubił to robić w miejscu publicznym. Miał jeden warunek: muszę przyjść bez bielizny.

Magda, 23: Miałam dwie jednorazowe akcje. Zawsze z tyłu głowy była u mnie myśl, że wyjdzie z tego coś poważniejszego niż tylko seks.

Seks czy miłość?

Tinder to obecnie najpopularniejsza aplikacja randkowa na świecie. Działa tak: przesuwasz zdjęcie w prawo - wyrażasz chęć nawiązania kontaktu, w lewo - odrzucasz daną osobę. Jeśli ktoś, kto ci się spodobał, również wykona ruch w prawo, macie tzw. "match" i możecie ze sobą porozmawiać.

Z Tindera korzysta dziś ponad 4 mln użytkowników. Powstał jako odpowiedź na zmiany stylu życia singli (i, jak się okazuje, nie tylko), którzy o wiele częściej niż kiedyś poszukują rozrywki i niezobowiązujących związków. No właśnie. Niezobowiązujących. Tym pierwotnie miał być Tinder - narzędziem do szybkich relacji, seksrandek. Do czego Tinder służy Polakom?

Gdy na jednej z babskich grup na Facebooku zapytałam o to, czy któraś z dziewczyn korzysta z Tindera (nie zdradzając tematu, na jakim chcę się skupić w artykule), w komentarzach odezwały się przede wszystkim obecne lub przyszłe żony chłopaków poznanych za pomocą aplikacji oraz kobiety, które korzystały z Tindera w przeszłości. Część po prostu odpisała: "tak", nie wchodząc w szczegóły. I do nich postanowiłam wysłać prywatne wiadomości.

Szybko wyszło na jaw, dlaczego w publicznym poście były tak lakoniczne. - Gdybym napisała w komentarzu to, co napisałam tu tobie, wylałaby się na mnie fala hejtu - mówi 23-letnia Zuza, która na Tinderze przede wszystkim "się bawi". Przekonuje, że czuje się z tym dobrze, bo "życie jest krótkie, a seks jest super".

Podkreśla jednak, że jej podejście może różnić się od tego, jakie jest w Polsce. Bo tu dziewczyny, jej zdaniem, przede wszystkim szukają związku. - Wyjechałam z Polski, jak miałam 16 lat, mieszkałam w Anglii, teraz w Australii. Nie mam problemu z tym, żeby umówić się z chłopakiem na piwo, a potem spędzić z nim noc. Z wieloma, z którymi spałam, wciąż się koleguję - opowiada. Nikt nigdy nie ocenił jej w kategoriach "łatwej". Ale na Tinderze natknęła się na chłopaków, którym wydawało się, że skoro jest taka otwarta, to mogą być przy niej wulgarni. - Takich od razu kasuję - przekonuje.

Zuza nie umieszcza w swoim profilu zdjęć np. w bieliźnie. Najbardziej prowokacyjny opis siebie, jaki kiedykolwiek dała, brzmiał: "Pokonam cię w 'Call of Duty', a przy okazji robię szpagat". Chłopaków najczęściej sama zagaduje. - Piszę: chodźmy na piwo. Wielu facetów jest w szoku, bo dziewczyny rzadko robią pierwszy ruch i często trzeba z nimi przeprowadzić milion konwersacji, zanim dojdzie do spotkania. Ja wychodzę z założenia, że rozmawianie online z kimś, kogo nie znasz, nie ma sensu - na temat tej osoby tworzą się w głowie oczekiwania, które mogą się w ogóle nie sprawdzić. Ludzie potrafią być niezłymi bajkopisarzami - wyjaśnia.

Spotyka się z chłopakami zawsze w miejscu, które zna, gdzie pracują jej znajomi. - Nigdy nie wiesz, na kogo trafisz, wolę być ostrożna. Koleżanka opowiedziała mi przerażającą historię: jej znajoma umówiła się z chłopakiem z Tindera, a on włamał się do jej domu. Zdążyła na czas wezwać policję - mówi.

Randki i seks na Tinderze
Rys. Shutterstock

22-letni Marcin z Tindera korzystał przede wszystkim podczas studiów w Anglii i w Hiszpanii. Jego obserwacje są podobne do tych, którymi dzieli się Zuza. - W Polsce rzadko się z kimś spotykam, bo zazwyczaj mam do czynienia albo z dziewczynami, które są zdeterminowane, żeby znaleźć chłopaka czy męża - w co drugim profilu piszą: "nie szukam żadnego ONS [one night stand, z ang. jednorazowy seks - przyp. red.]". Albo z takimi, które co prawda szukają seksu, ale robią to w bardzo wyuzdany i ordynarny sposób - mówią wprost, o co chodzi, publikują zdjęcia bez twarzy, w bieliźnie. Ja lubię, jak są zachowane jakieś pozory, umawiamy się na wino albo na film, a co z tego wyniknie, to się okaże. Za granicą dziewczyny nie wstydzą się, że umawiają się na seks. Ale też wstawiają normalne zdjęcia, nie zaczynają gadki od seksu - opowiada.

W jego przypadku większość spotkań kończyła się seksem. - Spaliśmy u mnie, w hotelu, w akademiku albo u niej. Raz zdecydowałem się nie kontynuować randki - dziewczyna ciągle gadała o sobie - mówi. Zazwyczaj nie kończy się też na jednym razie. - Ale kiedy czuję, że ona zaczyna się angażować, szukam wymówki, żeby się z nią już nie spotkać - przyznaje. Zdradza również, co sprawiało, że dziewczyny miały ochotę na seks z nim. - "Chcę, żebyś to ty była moją pierwszą" - mnóstwo dziewczyn na to leci. Mówisz, jaki jesteś niedoświadczony i jak bardzo chcesz, żeby cię czegoś nauczyły. Są takie, co ci nie uwierzą, ale 30 proc. totalnie się wkręca - opowiada Marcin.

Poranione

Tinder dokonał rewolucji seksualnej - i kobiety, i mężczyźni dostali do rąk narzędzie, dzięki któremu mogą (choć oczywiście nie muszą) sięgnąć po szybki seks. Z jednej strony daje to poczucie wyzwolenia, z drugiej nie każdy, kto spróbował, czuje się z tym dobrze. - Jest wiele kobiet, które mają bardzo dojrzałe podejście do swojej seksualności, wiedzą, czego chcą, i po to sięgają. I nie mają potem wyrzutów sumienia. Ale wiele jest też takich, które te wyrzuty mają, i to one najczęściej trafiają do mnie do gabinetu. Są poranione, bo przesunęły swoje granice i poczuły się oszukane, bo mężczyzna nie potraktował ich poważnie, czyli - nie chciał stałej relacji - mówi seksuolożka dr Agata Loewe. Trafiają do niej także mężczyźni, którzy chcą przepracować konsekwencje tinderowych znajomości. - Zdarza się, że on nie wie, jak upewnić się, że nie zrani kobiety. Bo mimo że mówi jej, że nie chce niczego poważnego, ona po trzecim czy czwartym spotkaniu chce spędzić z nim weekend, co już może wykraczać poza to, na co się wstępnie umawiali - opowiada Loewe.

Magdzie zdarzyły się dwie podobne sytuacje. - Myślałam, że znajomości potrwają dłużej, bo moim zdaniem nic nie wskazywało na to, że tak szybko się skończą - mówi 23-latka. W obu przypadkach było podobnie - po pierwszym spotkaniu odmówiła pójścia do niego, po drugim już nie i doszło do seksu. - Jeden nawet został na noc, ale potem przestał się odzywać - zwierza się Magda. Była też krótko w relacji friends with benefits [relacja bez zobowiązań - przyp. red.]. - Widzieliśmy się cztery razy u mnie, po seksie on zawsze wychodził, mówił, że nie chce się angażować. Ten seks był dobry, ale tak naprawdę przykro mi było, że jemu na mnie nie zależy - opowiada. Teraz już rzadko korzysta z Tindera. - Jestem zmęczona tymi facetami, mam wrażenie, że takimi jednorazowymi akcjami chcą się po prostu dowartościować - mówi 23-letnia Magda.

W swojej grupie wiekowej Magda z takim podejściem jest raczej w mniejszości. Zdaniem seksuolożki dzisiejsze 20-latki mają zupełnie inną perspektywę niż 30-, 40-latki. - Pokolenie wychowane w obecności nowych technologii nie ma takiej presji na to, że dana relacja musi być do końca życia - mówi Agata Loewe. I częściowo wyjaśnia też, dlaczego niektóre dziewczyny - jak choćby te, o których wspomina Marcin - bardzo wprost, wręcz ordynarnie komunikują na Tinderze, że chcą tylko seksu. - Wiele dziewczyn narzeka, że mężczyźni je wulgaryzują. Bo jak nie są wystarczająco wyuzdane, to w ich odczuciu na pewno szukają męża. Więc kobiety zaczynają się w ten sposób prezentować i zachowywać - mówi Loewe.

Nie wahałem się

Mężczyźni, z którymi rozmawiałam, nawet jeśli chcieliby związać się z kimś na stałe, na Tinderze najczęściej wchodzą w relacje niezobowiązujące. - Zdarzał się seks jednorazowy, także seks przez telefon. Miałem też dłuższą relację, bardzo satysfakcjonującą seksualnie, która okazała się najtrwalsza - wciąż od czasu do czasu się spotykamy - tak o tinderowych doświadczeniach opowiada Kacper. W aplikacji widział już wiele samotnych kobiet, po których od razu widać, że swojej samotności nie lubią. - Skrywają ją pod różnego rodzaju strategiami autoprezentacji. W smutny, groteskowy, czasem rozpaczliwy sposób walczą o atencję i akceptację siebie jako kobiety. Raczej budzą we mnie współczucie i troskę niż podniecenie - mówi.

Randki i seks na Tinderze
Rys. Shutterstock

29-letni Stanisław ma jasno sprecyzowany cel, ale nie wykręca się od przygodnych kontaktów: - Szukam fajnej dziewczyny. A że czasem trafia się seks. Zdarzało mu się, że kobieta sama proponowała intymne spotkanie. - Dla przykładu: pisałem z 35-latką, tak sobie, dla zabicia czasu. Kontakt się urwał. Nie było o czym rozmawiać. Po tygodniu, gdy kładłem się spać, napisała do mnie, żebym wpadł do niej. Nie wahałem się, bo była bardzo seksowna. Ta relacja trwała ponad miesiąc - opowiada.

Taki układ mu pasował. - Dużo pracowałem, studiowałem. Nie było czasu na życie towarzyskie. A swoje potrzeby miałem - mówi. Skończyło się nagle. Powód? - Wydaje mi się, że z kimś była, przez przypadek znalazłem ją na Instagramie, miała zdjęcia z chłopakiem. Pewnie zaczął coś podejrzewać - mówi.

Stanisław poznał również na Tinderze kobietę, z którą chciał rozpocząć poważniejszą relację. - Była megainteligentna, miała takie samo poczucie humoru, jak ja, prowadziła aktywny tryb życia. Miała "to coś", o czym wszyscy mówią, ale nikt nie umie opisać. Pomyślałem sobie: ideał. Więc nie chciałem od razu jej zaciągnąć do łóżka - opowiada. Niestety, ona chciała tylko luźnego układu. Relacja trwała pół roku. - Uznałem, że tracę czas. Bardzo łatwo przyszło jej rozstanie ze mną. A mi siedziała w głowie jeszcze długo - wyznaje Stanisław.

Żeby było jasne, o co chodzi

Randkę z facetem, który chce związku, 31-letnia Joanna zaliczyłaby do rozczarowujących. Dlatego jakiś czas temu do zdjęć profilowych dodała czarno- białą fotografię przedstawiającą ją od pasa w dół, w rajstopach i butach na obcasie. - Żeby było jasne, o co chodzi - mówi. To ona jest jedną z tych dziewczyn, które nie gardzą profilami bez zdjęć lub ze zdjęciami nagiego torsu. - Lubię adrenalinę, jestem ciekawska. Oczywiście może się okazać, że facet jest fatalny, ale często jest tak, że ci, co nie wstawiają zdjęć lub tylko zdjęcia bez twarzy, są po prostu w związkach lub z innych powodów nie chcą się ujawniać. Ja nie mam z tym problemu. To ich sprawa, jeśli zdradzają swoją partnerkę. Jak nie prześpi się ze mną, zrobi to z kimś innym - mówi.

Joanna swoją przygodę z Tinderem zaczęła po tym, jak zakończyła kilkuletnie małżeństwo. - Mąż był moim drugim partnerem seksualnym. Wtedy byłam przekonana, że właśnie tego chcę: być z jednym mężczyzną do końca życia. Moja rodzina jest dość religijna, zawsze żyłam w przekonaniu, że sypianie z facetami to grzech, nawet jak byłam z nim w stałym związku, to i tak spowiadałam się z tego, że uprawiamy seks. Trzy lata dojrzewałam do decyzji o rozstaniu, do tego, że pragnę czegoś innego - mówi.

Rozwiodła się 1,5 roku temu. Od tamtej pory w celach seksualnych spotkała się kilkadziesiąt razy - za pośrednictwem Tindera, ale i portalu Zbiornik.pl, gdzie ludzie umawiają się wyłącznie na seks. - Żeby wybrać właściwą osobę, potrafiłam umówić się z facetem na 12.00, z kolejnym na 15.00, innym na 18.00 i 21.00. Jeśli któryś mi się spodobał, odwoływałam kolejne randki i wieczór spędzałam już z tym jednym - opowiada.

Zasady są takie: najpierw spotkanie na kawę. Jeśli jest flow, to jadą do wynajętego mieszkania. Czasem do niego, bo Joanna lubi, gdy jest trochę niebezpiecznie. Zawsze ma przy sobie prezerwatywy, bierze też pigułki antykoncepcyjne, co pół roku się bada. Nie zostaje na noc, chyba że kogoś bardzo lubi. Spanie z kimś jest dla niej o wiele bardziej intymne niż seks. Rzadko przed spotkaniem rozmawia o preferencjach seksualnych. - Wiąże się z tym oczywiście ryzyko, że później będzie kiepsko w łóżku, ale ja lubię tę atmosferę pierwszej randki, ten element tajemnicy jest dla mnie bardzo stymulujący, że nie wiesz wszystkiego, że facet musi cię jakoś zdobyć, uwieść. Jak chcę wiedzieć wszystko od razu, to wchodzę na Zbiornik.pl, gdzie na pierwszym zdjęciu faceta jest jego członek - opowiada.

Randki i seks na Tinderze
Rys. Shutterstock

Ryzyko? Kiepski seks

Finalnie, jak mówi Joanna, jedno na 10 spotkań jest naprawdę udane. Dlaczego warto przeżyć słaby czy średni seks dziewięć razy dla tego jednego udanego? - Bronię się przed tym stwierdzeniem, ale chyba jest to po prostu uzależniające. Uwielbiam dobry seks, ale kręci mnie również cała otoczka, umawianie się na spotkanie. Zawsze się na nie przygotowuję, zakładam bieliznę, kabaretki albo pończochy, seksowne buty. Myślę, że nawet jakbym miała kilku satysfakcjonujących partnerów na stałe, to nie zrezygnowałabym z Tindera - mówi Joanna.

A co to jest nieudany seks? - Moja pierwsza randka po rozwodzie. Koreańczyk. Przystojny, wysoki. Zafascynował mnie. Niestety, w tym przypadku stereotypy nie kłamały - miał bardzo małego penisa. I w dodatku nie mógł dojść. To było moje pierwsze spotkanie, więc nie wiedziałam, jak się zachować, było niezręcznie. Udawałam orgazm, bo myślałam, że wtedy szybciej się to skończy. Teraz już się nie przejmuję, jak coś nie wychodzi, to po prostu mówię, że ktoś nie spełnia moich oczekiwań i wychodzę. O takich spotkaniach szybko zapominam. Po tych doświadczeniach zdarza mi się czasem pytać przed spotkaniem, czy facet ma problem na przykład z erekcją - opowiada. Jak mówi, do tej pory zawsze sprawdza się jedna zasada: - Jeśli z kimś mi się dobrze całuje, to znaczy, że seks też będzie dobry, jak pocałunek jest słaby, to seks prawdopodobnie też taki będzie.

Joanna dzięki Tinderowi doświadczyła również seksu w trójkącie - z dwoma mężczyznami ("Było świetnie!") oraz z parą małżeńską, która żyje w otwartym związku (od czasu do czasu spotyka się z nimi na seks albo kino). 31-latka nie kryje się z tym, jakie ma podejście do seksu. - Ludzie, którzy mnie znają, nie oceniają tego. Ale poznałam raz chłopaka - Polaka, który jak się dowiedział, co robię, przestał się do mnie odzywać. Był bardzo konserwatywny, uważał, że trzeba z kimś być, żeby uprawiać seks. Potem oczywiście próbował się ze mną przespać - opowiada.

Joanna jest świadoma tego, jak żyje. - Ja po prostu wiem, że w tym momencie nie jestem w stanie stworzyć stałej relacji. Może kiedyś się to zmieni - mówi. Nie marzy o jednej miłości "aż po grób". Ma inne marzenia. - Chciałabym wziąć udział w seksie grupowym i w końcu - w gang bangu [rodzaj seksu grupowego, w którym jedna osoba - niezależnie od płci - odbywa jednocześnie bądź po kolei stosunki płciowe z co najmniej trzema partnerami, z których każdy ma kontakt seksualny tylko z tą jedną osobą - przyp. red.], ale żeby to zrobić, muszę nabrać więcej pewności siebie. Zacznę od zapisania się na siłownię - śmieje się 31-latka.

Ewa Jankowska. Dziennikarka i redaktorka, absolwentka Polskiej Szkoły Reportażu. Zaczynała w Wirtualnej Polsce w dziale Kultura, publikowała wywiady w serwisie Ksiazki.wp.pl. Pracowała również serwisie Nasze Miasto i Metrowarszawa.pl, gdzie z czasem awansowała na redaktor naczelną.

Jeżeli zainteresował Cię nasz tekst, prosimy o wypełnienie ankiety. Twoje odpowiedzi będą dla nas wskazówką, jakie tematy poruszać w cyklu "Psychologia". Ankieta znajduje się TUTAJ.

Dziękujemy, że przeczytałaś/eś do końca nasz artykuł. Jeżeli Ci się podobał, to wypróbuj nasz nowy newsletter z najciekawszymi i najlepszymi tekstami portalu.

KLIKNIJ, BY ZAPISAĆ SIĘ NA NEWSLETTER.